Czy żeby być martwym trzeba na prawdę żyć?
Czy będąc żywym, jest się martwym?
Można za kogoś umrzeć?
Wszystko zawsze plącze się w głowie, chcemy zapomnieć o osobach, o których ciągle pamiętamy.
Nie chcemy pamiętać takiej dużej ilości twarzy... Ale czy po śmierci, faktycznie wszyscy spotkamy się w jednym miejscu? Znów, ponownie będziemy musieli patrzeć na te twarze, których nie chcemy widzieć?
Czy trafimy do odległych miejsc; Wielka kraina wiśni; każdy trafi tam gdzie chce, tam gdzie jest jego fizyczne miejsce, narodzi się na nowo, jako nowy, lepszy człowiek. W podświadomości będzie pamiętać swe nauki które prowadził w przeszłym życiu;
Każdy trafi do zakazanego miejsca, ci którzy najbardziej się nacierpieli, my tam trafimy razem.
(nie znowu) pomyśleli wszyscy
Znów patrzysz na zło, tymi samymi oczyma, one się nie zmienią; wypukłe od płaczu;
żyjemy po to, aby umrzeć
środa, 22 stycznia 2014
niedziela, 10 listopada 2013
#4
Kiedy dotarliśmy do rzeki, wsadziłam rękę do mojej torby poszukując papierosów. Zastałam tylko pustą, zgniecioną paczkę. Sięgnęłam do kieszeni Philipa i wyciągnęłam L&M, nie lubiłam ich tak bardzo jak Mallboro, ale musiałam zapalić. Gestem ręki poprosiłam o zapaliczkę Effy. Podała mi ją energicznie. Usiadłam na pieńku.
- Jest źle. - Powiedziałam
- Wiem, Jeck już tu sie nie pojawi - odparł Philip
- Nie o to chodzi, paczka fajek mi się skończyła, dzisiejszy napad będzie konieczny. - odpowiedziłam
Philip lekko się roześmiał.
- Która godzina? - zapytałam
- osiemnasta - odpowiedział
- Musimy się już szykować, wracajmy - powiedziałam jednocześnie wydmuchując dym z papierosa.
Poszliśmy dosyć wolno do naszej chatki. Była na prawdę dobrze zamaskowana., gdybym tam nie mieszkała, nie mogłabym znaleść do niej drogi. Na szczęście znałam ten las jak własną kieszeń.
- Idziesz jutro do szkoły, bo poniedziałek jest, prawda?- Zapytał
- Muszę, to jedyna rzecz jaką muszę. Matka patrzy tylko na to czy jestem w szkole, może mnie nie być w domu nawet miesiąc. Muszę jednak nocować w domu z środa - czwartek, moi rodzice wtedy wyjeżdżają i mam zająć się Simonem.
- Kim? - zapytał Philip
- Moja matka zrobiła sobie z moim ojczymem bachora, nic takiego, mam go w dupie, ale mszę - powiedziałam
Nie odpowiedział.
Kiedy już doszliśmy do naszej chatki rozejrzałam się i nigdzie nie było widać śladu Jecka. Cieszyłam się na tą myśl.
- Słuchaj, przykro nam to przyznać, ale nie pójdziesz z nami na napad. Jesteś w zbyt słabym stanie, co co przynieść? - zapytał Sheo
- Dobrze, nie mam nic przeciwko. Prosze dziesięć paczek Mallboro, i dziesięć paczek accodinów - odpowiedziałam
- Okej- Powiedzał Philip.
- Jest źle. - Powiedziałam
- Wiem, Jeck już tu sie nie pojawi - odparł Philip
- Nie o to chodzi, paczka fajek mi się skończyła, dzisiejszy napad będzie konieczny. - odpowiedziłam
Philip lekko się roześmiał.
- Która godzina? - zapytałam
- osiemnasta - odpowiedział
- Musimy się już szykować, wracajmy - powiedziałam jednocześnie wydmuchując dym z papierosa.
Poszliśmy dosyć wolno do naszej chatki. Była na prawdę dobrze zamaskowana., gdybym tam nie mieszkała, nie mogłabym znaleść do niej drogi. Na szczęście znałam ten las jak własną kieszeń.
- Idziesz jutro do szkoły, bo poniedziałek jest, prawda?- Zapytał
- Muszę, to jedyna rzecz jaką muszę. Matka patrzy tylko na to czy jestem w szkole, może mnie nie być w domu nawet miesiąc. Muszę jednak nocować w domu z środa - czwartek, moi rodzice wtedy wyjeżdżają i mam zająć się Simonem.
- Kim? - zapytał Philip
- Moja matka zrobiła sobie z moim ojczymem bachora, nic takiego, mam go w dupie, ale mszę - powiedziałam
Nie odpowiedział.
Kiedy już doszliśmy do naszej chatki rozejrzałam się i nigdzie nie było widać śladu Jecka. Cieszyłam się na tą myśl.
- Słuchaj, przykro nam to przyznać, ale nie pójdziesz z nami na napad. Jesteś w zbyt słabym stanie, co co przynieść? - zapytał Sheo
- Dobrze, nie mam nic przeciwko. Prosze dziesięć paczek Mallboro, i dziesięć paczek accodinów - odpowiedziałam
- Okej- Powiedzał Philip.
#3
Na prawdę się przestraszyłam. Chciałam już obudzić Shoe, ale rozpoznałam w tej postaci coś podobnego. Osoba ta miała włosy mniej-więcej do uszu, jensy, t-shert i prawdopodobnie jakąś bluze. Podeszłam bliżej.
- Ellie? - Powiedział
Nie miałam już wątpliwości kto to jest. Rok temu mieliśmy jeszcze jednego członka naszej paczki, Jecka. Z dnia na dzień odszedł.
Nie odpowiedziałam tylko wyprowadziłam go na dwór gdzie było nieco lepsze światło. Poobmacywałam jego twarz, żeby mieć pewność, czy to na pewno on. Wydawał się być przystojniejszy niż ostatnio. Pachniało od niego wodą kolońską.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Myślałem że wpadnę. - odparł tak jakby nigdy nic.
- Czemu odeszłeś? - Powoli nabierało to charakteru przesłuchania.
- Miałem problemy w domu. Teraz na reszcie starsi gdzieś pojechali więc jestem.
Trwała dość długa cisza, nie starałam się niej zapiec. Próbowałam sobie go dokładniej przypomnieć. Po jakimś czasie wreszcie do mnie doszło że ma 15 lat więc tuż po mnie jest najmłodszy. Kiedy dotarło do mnie, że zamiast rozmyślać o jego wieku, powinnam zastanawiać się czy go wpuścić czy nie.
Gwałtownym ruchem odwróciłam sie na pięcie i obeszłam chatkę do okoła. Po ciemku było to dosyć ciężkie, ale po omacku znalazłam dziurę pod chatką, wyjęłam dosyć ciężką torbę i rzuciłam ją w stronę Jecka.
-Co to do cholery jest!? - Powiedział zirytowany
- Namiot. - nie odpowiedział
- Chyba nie myślałeś, że po tym jak odeszłeś, i sraliśmy się że nagadasz policji o naszej chatce tak o cie tam wpuścimy i się prześpisz? - zapytałam
- tak - odpowiedział.
Zdenerwował mnie tym. Nie chciałam mu dawać satyswakcji z jego czynu i poszłam do środka chatki bez słowa. Położyłam sie z powrotem i zasnęłam.
Następnego ranka obudził mnei Philip.
- Nie budź mnie do cholery - warknęłam
- Ellie, jest już 12, musimy iść. - powiedział
- gdzie!? - zapytałam zburzona, jednocześnie siadając
- Do sklepu, żarcie i piwo się skończyły.
- Nie mam hajsu.
- My też nie. Musimy znowu ich okraść ale to wieczorem, Jeck przyniósł jakieś prowizoryczny prowiant więc się najemy na śniadanie - odpowiedział głądko i wyszedł.
Sięgnęłam do mojej torby i wyjęłam ręcznik, mydło i czyse obranie.
Wychodząc z chatki zobaczyłam Effy.
- Idziesz? - zapytałam
- Gdzie? - odpowiedziała pytaniem.
- Jest takie miejsce gdzie rozwarstwia się rzeka, można tam sie umyć. - odpowiedziałam
- No, okej tylko wyciagnę rzeczy - szybko wyciągnęła ten sam zestaw co ja.
Kiedy doszłyśmy do rzek powiedziałam
- przepraszam cię za wczoraj, wstyd mi trochę, ale 3 raz na dragsach byłam, nie chciałam, wcale tak nie myślę.
- nic nie szkodzi- odpowiedziała.
Po kompieli z mokrymi włosami potreptałyśmy do naszej chatki.
Usiadłam na pieńku przy ogniusku, i wtedy zobaczyłam Jecka. Wydawał się być bardziej przystojny niż wcześniej, w nocy albo przy naszym ostatnim spotkaniu.
- hej - zaczoł
- hej - powiedziałam z mniejszym entuzjaznem, tak żeby nie zobaczył jak bardzo byłam oszolomiona jego stanem.
Wkrótce po tym, kiedy robili śniadanie sięgnęłam do mojej torby po moje papierody Mallboro, i zapaliłam jednego.
- Boli cię głowa po wczoraj? - zapytał Sheo
- Nie, w porządku. - odpowiedziałam
- Zrobić ci coś do jedzenia? - zapytał Philip
- Tak, jestem głodna - odparłam
- To bardzo dobrze. - powiedział Philip i nabił kiełbasę na patyk.
Zjadłam kiełbasę i chleb posmarowany masłem ze smakiem.
Tuż po tym wyjęłam koljenego papierosa i zapaliłam. Gadaliśmy w tym samym czasie na różne tematy. W między czasie dużo wypaliłam, chyba z pięć papierosów, ostatnio strasznie byłam od nich zależna, ponieważ byłam bardzo nerwowa.
- Mogę kawę, jestem padnięta - zapytałam
- Tak - Effy podała mi swoją.
- Twoją? - zapytałam
- nie mam ochoty - odpowiedziała tak szczerze, że prawie jej uwierzyłam.
Kiedy zbliżała się 16 podałam propozycje spaceru, na co wszyscy się zgodzili, widocznie wszystkim sie nudziło tak samo jak mnie. Wyruszyliśmy w głąb lasu.
Gadaliśmy przez cały czas jakby nas coś napadło.
Nnaszła nas tymczasowa cisza, i niestety przerwał ją Jeck.
- Ellie, dalej dajesz uważasz że bycie chudym aż do kości jest takie piękne? wyglądasz jak chodząca śmierć zrób coś z tym radze ci bo nikt cię tu nie potrzebuje - zapytał tak jaby to był śmieszny żart.
Wszyscy spojrzeli na niego oburzeni, a ja już nie miałam siły ukrywać mojego zdenerwowania. Wszyscy tak samo, wszyscy zaczeli się na niego drzeć, ale nie chciałam tego wszystkiego słuchać. Rzuciłam się na jego z pięściami. Upadł na ziemię. Tak mocno uderzyłam go pięścią że wypadł mu jeden ząb. Potem celowałam w oczy, kiedy miał już jednego wielkiego sińca podbiłam go bardziej. Jęczał z bólu. Reszta próbowała mnie okiełznać, kiedy wreszcie Philip podniósł mnie z ziemi kopnęłam Jecka jeszcze w jaja.
Leżał na ziemi i się turlał z bólu. Nawet nei zauważyłam kiedy Philip wziął mnie na ręce niczym pannę młodą, towarzyszyła mu obok Effy. Z odległości 10 metrów słyszałam jak Sheo krzyczy na Jecka "zawriowałeś!? Nie wiesz ile jej życie jest dla nas ważne, tym jej nie pomagasz, pogorszasz to! my chcemy żeby ona z nami została, jest dla nas ważna nie to co ty, spieprzaj nie jesteś nam potrzebny! Koło rzeki znajdziesz swoje gówniane żarcie i nie waż się tu już wiecej przychodzić!" krzyczał coś tam jeszcze ale za bardzo nie chciało mi się tego słuchać. Kiedy wreszcie dortarliśmy do rzeki...
- Ellie? - Powiedział
Nie miałam już wątpliwości kto to jest. Rok temu mieliśmy jeszcze jednego członka naszej paczki, Jecka. Z dnia na dzień odszedł.
Nie odpowiedziałam tylko wyprowadziłam go na dwór gdzie było nieco lepsze światło. Poobmacywałam jego twarz, żeby mieć pewność, czy to na pewno on. Wydawał się być przystojniejszy niż ostatnio. Pachniało od niego wodą kolońską.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Myślałem że wpadnę. - odparł tak jakby nigdy nic.
- Czemu odeszłeś? - Powoli nabierało to charakteru przesłuchania.
- Miałem problemy w domu. Teraz na reszcie starsi gdzieś pojechali więc jestem.
Trwała dość długa cisza, nie starałam się niej zapiec. Próbowałam sobie go dokładniej przypomnieć. Po jakimś czasie wreszcie do mnie doszło że ma 15 lat więc tuż po mnie jest najmłodszy. Kiedy dotarło do mnie, że zamiast rozmyślać o jego wieku, powinnam zastanawiać się czy go wpuścić czy nie.
Gwałtownym ruchem odwróciłam sie na pięcie i obeszłam chatkę do okoła. Po ciemku było to dosyć ciężkie, ale po omacku znalazłam dziurę pod chatką, wyjęłam dosyć ciężką torbę i rzuciłam ją w stronę Jecka.
-Co to do cholery jest!? - Powiedział zirytowany
- Namiot. - nie odpowiedział
- Chyba nie myślałeś, że po tym jak odeszłeś, i sraliśmy się że nagadasz policji o naszej chatce tak o cie tam wpuścimy i się prześpisz? - zapytałam
- tak - odpowiedział.
Zdenerwował mnie tym. Nie chciałam mu dawać satyswakcji z jego czynu i poszłam do środka chatki bez słowa. Położyłam sie z powrotem i zasnęłam.
Następnego ranka obudził mnei Philip.
- Nie budź mnie do cholery - warknęłam
- Ellie, jest już 12, musimy iść. - powiedział
- gdzie!? - zapytałam zburzona, jednocześnie siadając
- Do sklepu, żarcie i piwo się skończyły.
- Nie mam hajsu.
- My też nie. Musimy znowu ich okraść ale to wieczorem, Jeck przyniósł jakieś prowizoryczny prowiant więc się najemy na śniadanie - odpowiedział głądko i wyszedł.
Sięgnęłam do mojej torby i wyjęłam ręcznik, mydło i czyse obranie.
Wychodząc z chatki zobaczyłam Effy.
- Idziesz? - zapytałam
- Gdzie? - odpowiedziała pytaniem.
- Jest takie miejsce gdzie rozwarstwia się rzeka, można tam sie umyć. - odpowiedziałam
- No, okej tylko wyciagnę rzeczy - szybko wyciągnęła ten sam zestaw co ja.
Kiedy doszłyśmy do rzek powiedziałam
- przepraszam cię za wczoraj, wstyd mi trochę, ale 3 raz na dragsach byłam, nie chciałam, wcale tak nie myślę.
- nic nie szkodzi- odpowiedziała.
Po kompieli z mokrymi włosami potreptałyśmy do naszej chatki.
Usiadłam na pieńku przy ogniusku, i wtedy zobaczyłam Jecka. Wydawał się być bardziej przystojny niż wcześniej, w nocy albo przy naszym ostatnim spotkaniu.
- hej - zaczoł
- hej - powiedziałam z mniejszym entuzjaznem, tak żeby nie zobaczył jak bardzo byłam oszolomiona jego stanem.
Wkrótce po tym, kiedy robili śniadanie sięgnęłam do mojej torby po moje papierody Mallboro, i zapaliłam jednego.
- Boli cię głowa po wczoraj? - zapytał Sheo
- Nie, w porządku. - odpowiedziałam
- Zrobić ci coś do jedzenia? - zapytał Philip
- Tak, jestem głodna - odparłam
- To bardzo dobrze. - powiedział Philip i nabił kiełbasę na patyk.
Zjadłam kiełbasę i chleb posmarowany masłem ze smakiem.
Tuż po tym wyjęłam koljenego papierosa i zapaliłam. Gadaliśmy w tym samym czasie na różne tematy. W między czasie dużo wypaliłam, chyba z pięć papierosów, ostatnio strasznie byłam od nich zależna, ponieważ byłam bardzo nerwowa.
- Mogę kawę, jestem padnięta - zapytałam
- Tak - Effy podała mi swoją.
- Twoją? - zapytałam
- nie mam ochoty - odpowiedziała tak szczerze, że prawie jej uwierzyłam.
Kiedy zbliżała się 16 podałam propozycje spaceru, na co wszyscy się zgodzili, widocznie wszystkim sie nudziło tak samo jak mnie. Wyruszyliśmy w głąb lasu.
Gadaliśmy przez cały czas jakby nas coś napadło.
Nnaszła nas tymczasowa cisza, i niestety przerwał ją Jeck.
- Ellie, dalej dajesz uważasz że bycie chudym aż do kości jest takie piękne? wyglądasz jak chodząca śmierć zrób coś z tym radze ci bo nikt cię tu nie potrzebuje - zapytał tak jaby to był śmieszny żart.
Wszyscy spojrzeli na niego oburzeni, a ja już nie miałam siły ukrywać mojego zdenerwowania. Wszyscy tak samo, wszyscy zaczeli się na niego drzeć, ale nie chciałam tego wszystkiego słuchać. Rzuciłam się na jego z pięściami. Upadł na ziemię. Tak mocno uderzyłam go pięścią że wypadł mu jeden ząb. Potem celowałam w oczy, kiedy miał już jednego wielkiego sińca podbiłam go bardziej. Jęczał z bólu. Reszta próbowała mnie okiełznać, kiedy wreszcie Philip podniósł mnie z ziemi kopnęłam Jecka jeszcze w jaja.
Leżał na ziemi i się turlał z bólu. Nawet nei zauważyłam kiedy Philip wziął mnie na ręce niczym pannę młodą, towarzyszyła mu obok Effy. Z odległości 10 metrów słyszałam jak Sheo krzyczy na Jecka "zawriowałeś!? Nie wiesz ile jej życie jest dla nas ważne, tym jej nie pomagasz, pogorszasz to! my chcemy żeby ona z nami została, jest dla nas ważna nie to co ty, spieprzaj nie jesteś nam potrzebny! Koło rzeki znajdziesz swoje gówniane żarcie i nie waż się tu już wiecej przychodzić!" krzyczał coś tam jeszcze ale za bardzo nie chciało mi się tego słuchać. Kiedy wreszcie dortarliśmy do rzeki...
sobota, 9 listopada 2013
#2
Zgaduję, że gdybym w tamtej chwili nie była na dragach, powiedziałabym to trochę inaczej, niestety tak nie było. Teraz się tego wstydzę, ale wtedy było to dla mnie zwyczajne
- Co tu robisz pizdo, to moja chatka!- Krzyknęłam jej prosto w twarz i zaczęłam się śmiać. Philip patrzył się na mnie, a Sheo próbował mnie uspokoić, niestety na marne.
- No kurwa pytam się co tu robisz za dziwkę?! - Krzyknęłam jeszcze głośniej, Sheo zakrył mi usta swoją dużą ręką.
- Przepraszam, przesadziła z accodinem i jeszcze popiła wódką a to jej 3 raz na dragach. Ma na imię Ellie i normalnie nie jest aż tak jebnięta, a ja jestem Sheo - Powiedział z niepokojąco szczerym uśmiechem, i wyciągnął do niej dłoń.
- Tak, okej rozumiem - roześmiała się lekko.
- A ja jestem Effy - Wyciągnęła do mnie rękę, i uścisnęłam ją nie chętnie.
Nie odzywałam się do Philipa cały wieczór, bo byłam na niego zła z powodu Effy. Teraz nie rozumiem mojego wcześniejszego zachowania. Cały czas przy niej siedział, i opowiadali sobie jakieś banalne dowcipy.
Kiedy wreszcie dobiegła godzina 21, rozpaliliśmy ognisko, i zaczęliśmy smażyć parówki na hot-dogi na kolację. Jak zwykle smażyłam ale nic nie zjadłam. Zawsze tak było.
- Znowu nic nie jesz, zapewniałaś nas że wyszłaś z Anoreksji, będziesz musiała iść do tego pieprzonego specjalisty. - Powiedział Sheo
- Nie ma nawet mowy, nie pójdę do pierdolonego psychologa, możesz tylko pomarzyć. - Odpowiedziałam, po czym zaczęła się przerażająca cisza.
Po 10 minutach milczenia Philip zaproponował
- idziemy na spacer?
- ok - odpowiedziałam
- a wy? - zapytał radośnie
- możemy iść - odpowiedzieli jednocześnie tak zgranie, że przez chwilę myślałam że się na to zgrali.
Wzięłam torbę na ramię i wyruszyłam w las. Gadaliśmy na prze różne tematy. W końcu wyciągnęłam paczkę nie rozpakowanych papierosów ''Malboro", wyjęłam zapalniczkę i zapaliłam. Przez wiatr miałam lekki problem z podpaleniem papierosa, ale w końcu mi się udało.
Widząc ten gest zapalenia Effy po chwili zapytała
- a tak właściwie, ile masz lat?
- czternaście - odpowiedziałam znudzona tematem.
Odpowiedziała zdziwioną miną, przez krótką chwilę byłam z siebie dumna, że wyglądam bardziej dorośle niż myślałam.
- A ty?- zapytałam jednocześnie zaciągając się papierosem
- szesnaście - odpowiedziała z takim samym znudzeniem jak ja wcześniej, przy okazji szukając jak się domyślałam zapalniczki.
Nic nie powiedziałam tylko podpaliłam jej zapalniczkę.
- Dzięki - powiedziała wydmuchując dym z ust.
- Nie chcemy sie wtrącać, ale jest już 24 i chce mi się spać, wracamy? - Zapytał cicho Sheo
- No, ja też jestem lekko zaspana - odpowiedziałam
- Wracajmy - Odpowiedziała Effy za Philipa
Po powrocie do naszej chatki otworzyłam drzwi wsuwką, ponieważ zgubiliśmy już jakiś miesiąc temu nasz klucz. Chatka była na prawdę prowizoryczna, i sprawiała wrażenie jakby miała zaraz się zawalić, jednak taka nie była. Było w niej na prawdę ciepło, pomimo że była też dosyć mała. Położyłam się w ubraniu przytulając się do Sheo. Właściwie nie wiem czemu się do niego przytuliłam, ale czułam się samotna, leżąc po środku pokoju pod śpiworem.
Szybko zasnęłam, aż w środku nocy zobaczyłam kogoś kto zbliżał się w naszą stronę.
- Co tu robisz pizdo, to moja chatka!- Krzyknęłam jej prosto w twarz i zaczęłam się śmiać. Philip patrzył się na mnie, a Sheo próbował mnie uspokoić, niestety na marne.
- No kurwa pytam się co tu robisz za dziwkę?! - Krzyknęłam jeszcze głośniej, Sheo zakrył mi usta swoją dużą ręką.
- Przepraszam, przesadziła z accodinem i jeszcze popiła wódką a to jej 3 raz na dragach. Ma na imię Ellie i normalnie nie jest aż tak jebnięta, a ja jestem Sheo - Powiedział z niepokojąco szczerym uśmiechem, i wyciągnął do niej dłoń.
- Tak, okej rozumiem - roześmiała się lekko.
- A ja jestem Effy - Wyciągnęła do mnie rękę, i uścisnęłam ją nie chętnie.
Nie odzywałam się do Philipa cały wieczór, bo byłam na niego zła z powodu Effy. Teraz nie rozumiem mojego wcześniejszego zachowania. Cały czas przy niej siedział, i opowiadali sobie jakieś banalne dowcipy.
Kiedy wreszcie dobiegła godzina 21, rozpaliliśmy ognisko, i zaczęliśmy smażyć parówki na hot-dogi na kolację. Jak zwykle smażyłam ale nic nie zjadłam. Zawsze tak było.
- Znowu nic nie jesz, zapewniałaś nas że wyszłaś z Anoreksji, będziesz musiała iść do tego pieprzonego specjalisty. - Powiedział Sheo
- Nie ma nawet mowy, nie pójdę do pierdolonego psychologa, możesz tylko pomarzyć. - Odpowiedziałam, po czym zaczęła się przerażająca cisza.
Po 10 minutach milczenia Philip zaproponował
- idziemy na spacer?
- ok - odpowiedziałam
- a wy? - zapytał radośnie
- możemy iść - odpowiedzieli jednocześnie tak zgranie, że przez chwilę myślałam że się na to zgrali.
Wzięłam torbę na ramię i wyruszyłam w las. Gadaliśmy na prze różne tematy. W końcu wyciągnęłam paczkę nie rozpakowanych papierosów ''Malboro", wyjęłam zapalniczkę i zapaliłam. Przez wiatr miałam lekki problem z podpaleniem papierosa, ale w końcu mi się udało.
Widząc ten gest zapalenia Effy po chwili zapytała
- a tak właściwie, ile masz lat?
- czternaście - odpowiedziałam znudzona tematem.
Odpowiedziała zdziwioną miną, przez krótką chwilę byłam z siebie dumna, że wyglądam bardziej dorośle niż myślałam.
- A ty?- zapytałam jednocześnie zaciągając się papierosem
- szesnaście - odpowiedziała z takim samym znudzeniem jak ja wcześniej, przy okazji szukając jak się domyślałam zapalniczki.
Nic nie powiedziałam tylko podpaliłam jej zapalniczkę.
- Dzięki - powiedziała wydmuchując dym z ust.
- Nie chcemy sie wtrącać, ale jest już 24 i chce mi się spać, wracamy? - Zapytał cicho Sheo
- No, ja też jestem lekko zaspana - odpowiedziałam
- Wracajmy - Odpowiedziała Effy za Philipa
Po powrocie do naszej chatki otworzyłam drzwi wsuwką, ponieważ zgubiliśmy już jakiś miesiąc temu nasz klucz. Chatka była na prawdę prowizoryczna, i sprawiała wrażenie jakby miała zaraz się zawalić, jednak taka nie była. Było w niej na prawdę ciepło, pomimo że była też dosyć mała. Położyłam się w ubraniu przytulając się do Sheo. Właściwie nie wiem czemu się do niego przytuliłam, ale czułam się samotna, leżąc po środku pokoju pod śpiworem.
Szybko zasnęłam, aż w środku nocy zobaczyłam kogoś kto zbliżał się w naszą stronę.
czwartek, 7 listopada 2013
#1
Jak zwykle odliczałam do dzwonka. Kiedy w końcu zadzwonił, zarzuciłam torbę na ramię i wybiegłam ze szkoły. Zawsze tak robiłam, nigdy nie chciałam patrzeć na te wszystkie mordy, które patrzą się w moją stronę i mówią ''patrz jak ona wygląda''. Przeszłam obok pobliskiego sklepu, przeszłam przez ulicę, przeszłam kawałek i znalazłam się na mojej upragnionej łące. Jeszcze chwilę szłam prosto aż doszłam do mojego upragnionego miejsca "chatka ćpunów". Pamiętam kiedy wybierałam nazwę dla naszego zakątka jakiś rok temu. Nie miałam kompletnie pomysłu. Tak, pamiętam to dokładnie tak jakby było to wczoraj: Ja, stojąca nad nową budowlą, przedstawiającą małą chatkę. Zbudowali ją tak na prawdę moi jedyni przyjaciele. Zawsze ich kochałam. Sheo, Philip, Tonny i Ellie (ja), byliśmy zgraną paczką. Chyba byłam z nich wszystkich "najgrzeczniejsza". Tuż przed chatką było małe ognisko a raczej jego resztki. Wszędzie były pororzucane butelki po piwach i innych wszelkich alkocholach.
- Ellie! - krzykną Sheo, drgnęłam ze strachu, i odwruciłam się energicznie
- No hej - odpowiedziałam dość cicho próbując nie okazywać jak się go przestraszyłam kiedy krzyną za moimi plecami
- Dziś powtórka? - zapytał
- Nie wiem, dziś miałam dużego kaca, a nauczyciele zauważyli moje duże źrenice.
- To cienko, ale jutro weekend, to może jednak?
- skłamałabym że ta propozycja nie jest kusząca, ale nie lubię grzeszyć - powiedziałam trochę głośniej, jakbym bała się że nie wyczuje ironii.
Przez chwilę trwała niepokojąca cisza, więc usiadłam na pieńku rzucając moją starą torbę na ziemię w te miejsce co zwykle.
- Podać ci coś? - powiedział to tak, że przez chwile myślalam że znajduję się w luksusowej restouracji
- dziewięć accodinów - odpowiedziałam równie dostajnie.
- Nie przesadzasz? - zapytał opiekuńczo
- Nie. Dziś mogę zostać na noc, powiedziałam mamie że idę do Stelly na noc, na co odpowiedziała przejęta że mogę nawet na cały weekend, bo mam nareszcie przyjaciół.
- Jakiej Stelly!?
- Eh, to moja 'przyjaciółka', która tak na prawdę nie istnieje.
Roześmiał się szyderczo, podał mi accodin i jedną-trzecią szklanki czystej wódki na popicie.
Było wspaniale, jak zawsze na dragach.
- właściwie nigdy nie pytałem, ale kim jest twoja matka, że w tak młodym wieku kiedy maqsz 14 lat ani razu nie skapła się że jesteś na fazie i tak dalej?
- Hm... Moja matka raczej mnie nie kocha. Obchodzi ją tylko jej chłopak, a raczej 10 na raz. Mój ojciec zginął kiedy miałam 4 lata na raka. Od tamtej pory wymienia chłopaków jak rękawiczki i nie ma dla mnie czasu. Nie przejmują się kiedy nie ma mnie rano w pokoju, a kiedy wrócę do domu nie pytają się mnie gdzie byłam. Dla niej liczy sie tylko to żebym miała dobre oceny. - powiedziałam wpatrując się w pustkę
- smutne.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę aż o 18 pojawił się Sheo, Philip i jakaś dziewczyna której nie znałam. Byłam nie zapokojona, ponieważ do tej pory ja tu byłam jedyną dziewczyną.
- Ellie! - krzykną Sheo, drgnęłam ze strachu, i odwruciłam się energicznie
- No hej - odpowiedziałam dość cicho próbując nie okazywać jak się go przestraszyłam kiedy krzyną za moimi plecami
- Dziś powtórka? - zapytał
- Nie wiem, dziś miałam dużego kaca, a nauczyciele zauważyli moje duże źrenice.
- To cienko, ale jutro weekend, to może jednak?
- skłamałabym że ta propozycja nie jest kusząca, ale nie lubię grzeszyć - powiedziałam trochę głośniej, jakbym bała się że nie wyczuje ironii.
Przez chwilę trwała niepokojąca cisza, więc usiadłam na pieńku rzucając moją starą torbę na ziemię w te miejsce co zwykle.
- Podać ci coś? - powiedział to tak, że przez chwile myślalam że znajduję się w luksusowej restouracji
- dziewięć accodinów - odpowiedziałam równie dostajnie.
- Nie przesadzasz? - zapytał opiekuńczo
- Nie. Dziś mogę zostać na noc, powiedziałam mamie że idę do Stelly na noc, na co odpowiedziała przejęta że mogę nawet na cały weekend, bo mam nareszcie przyjaciół.
- Jakiej Stelly!?
- Eh, to moja 'przyjaciółka', która tak na prawdę nie istnieje.
Roześmiał się szyderczo, podał mi accodin i jedną-trzecią szklanki czystej wódki na popicie.
Było wspaniale, jak zawsze na dragach.
- właściwie nigdy nie pytałem, ale kim jest twoja matka, że w tak młodym wieku kiedy maqsz 14 lat ani razu nie skapła się że jesteś na fazie i tak dalej?
- Hm... Moja matka raczej mnie nie kocha. Obchodzi ją tylko jej chłopak, a raczej 10 na raz. Mój ojciec zginął kiedy miałam 4 lata na raka. Od tamtej pory wymienia chłopaków jak rękawiczki i nie ma dla mnie czasu. Nie przejmują się kiedy nie ma mnie rano w pokoju, a kiedy wrócę do domu nie pytają się mnie gdzie byłam. Dla niej liczy sie tylko to żebym miała dobre oceny. - powiedziałam wpatrując się w pustkę
- smutne.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę aż o 18 pojawił się Sheo, Philip i jakaś dziewczyna której nie znałam. Byłam nie zapokojona, ponieważ do tej pory ja tu byłam jedyną dziewczyną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)