czwartek, 7 listopada 2013

#1

   Jak zwykle odliczałam do dzwonka. Kiedy w końcu zadzwonił, zarzuciłam torbę na ramię i wybiegłam ze szkoły. Zawsze tak robiłam, nigdy nie chciałam patrzeć na te wszystkie mordy, które patrzą się w moją stronę i mówią ''patrz jak ona wygląda''. Przeszłam obok pobliskiego sklepu, przeszłam przez ulicę, przeszłam kawałek i znalazłam się na mojej upragnionej łące. Jeszcze chwilę szłam prosto aż doszłam do mojego upragnionego miejsca "chatka ćpunów". Pamiętam kiedy wybierałam nazwę dla naszego zakątka jakiś rok temu. Nie miałam kompletnie pomysłu. Tak, pamiętam to dokładnie tak jakby było to wczoraj: Ja, stojąca nad nową budowlą, przedstawiającą małą chatkę. Zbudowali ją tak na prawdę moi jedyni przyjaciele. Zawsze ich kochałam. Sheo, Philip, Tonny i Ellie (ja), byliśmy zgraną paczką. Chyba byłam z nich wszystkich "najgrzeczniejsza". Tuż przed chatką było małe ognisko a raczej jego resztki. Wszędzie były pororzucane butelki po piwach i innych wszelkich alkocholach.
 - Ellie! - krzykną Sheo, drgnęłam ze strachu, i odwruciłam się energicznie
 - No hej - odpowiedziałam dość cicho próbując nie okazywać jak się go przestraszyłam kiedy krzyną za moimi plecami
 - Dziś powtórka? - zapytał
 - Nie wiem, dziś miałam  dużego kaca, a nauczyciele zauważyli moje duże źrenice.
 - To cienko, ale jutro weekend, to może jednak?
 - skłamałabym że ta propozycja nie jest kusząca, ale nie lubię grzeszyć - powiedziałam trochę głośniej, jakbym bała się że nie wyczuje ironii.
Przez chwilę trwała niepokojąca cisza, więc usiadłam na pieńku rzucając moją starą torbę na ziemię w te miejsce co zwykle.
 - Podać ci coś? - powiedział to tak, że przez chwile myślalam że znajduję się w luksusowej restouracji
 - dziewięć accodinów - odpowiedziałam równie dostajnie.
 - Nie przesadzasz? - zapytał opiekuńczo
 - Nie. Dziś mogę zostać na noc, powiedziałam mamie że idę do Stelly na noc, na co odpowiedziała przejęta że mogę nawet na cały weekend, bo mam nareszcie przyjaciół.
 - Jakiej Stelly!?
 - Eh, to moja 'przyjaciółka', która tak na prawdę nie istnieje.
Roześmiał się szyderczo, podał mi accodin i jedną-trzecią szklanki czystej wódki na popicie.
    Było wspaniale, jak zawsze na dragach.
- właściwie nigdy nie pytałem, ale kim jest twoja matka, że w tak młodym wieku kiedy maqsz 14 lat ani razu nie skapła się że jesteś na fazie i tak dalej?
 - Hm... Moja matka raczej mnie nie kocha. Obchodzi ją tylko jej chłopak, a raczej 10 na raz. Mój ojciec zginął kiedy miałam 4 lata na raka. Od tamtej pory wymienia chłopaków jak rękawiczki i nie ma dla mnie czasu. Nie przejmują się kiedy nie ma mnie rano w pokoju, a kiedy wrócę do domu nie pytają się mnie gdzie byłam. Dla niej liczy sie tylko to żebym miała dobre oceny.  - powiedziałam wpatrując się w pustkę
- smutne.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę aż o 18 pojawił się Sheo, Philip i jakaś dziewczyna której nie znałam. Byłam nie zapokojona, ponieważ do tej pory ja tu byłam jedyną dziewczyną.

Brak komentarzy: