niedziela, 10 listopada 2013

#3

 Na prawdę się przestraszyłam. Chciałam już obudzić Shoe, ale rozpoznałam w tej postaci coś podobnego. Osoba ta miała włosy mniej-więcej do uszu, jensy, t-shert i prawdopodobnie jakąś bluze. Podeszłam bliżej.
 - Ellie? - Powiedział
Nie miałam już wątpliwości kto to jest. Rok temu mieliśmy jeszcze jednego członka naszej paczki, Jecka. Z dnia na dzień odszedł.
Nie odpowiedziałam tylko wyprowadziłam go na dwór gdzie było nieco lepsze światło. Poobmacywałam jego twarz, żeby mieć pewność, czy to na pewno on. Wydawał się być przystojniejszy niż ostatnio. Pachniało od niego wodą kolońską.
 - Co ty tu robisz? - zapytałam.
 - Myślałem że wpadnę. - odparł tak jakby nigdy nic.
 - Czemu odeszłeś? - Powoli nabierało to charakteru przesłuchania.
 - Miałem problemy w domu. Teraz na reszcie starsi gdzieś pojechali więc jestem.

 Trwała dość długa cisza, nie starałam się niej zapiec. Próbowałam sobie go dokładniej przypomnieć. Po jakimś czasie wreszcie do mnie doszło że ma 15 lat więc tuż po mnie jest najmłodszy. Kiedy dotarło do mnie, że zamiast rozmyślać o jego wieku, powinnam zastanawiać się czy go wpuścić czy nie.
Gwałtownym ruchem odwróciłam sie na pięcie i obeszłam chatkę do okoła. Po ciemku było to dosyć ciężkie, ale po omacku znalazłam dziurę pod chatką, wyjęłam dosyć ciężką torbę i rzuciłam ją w stronę Jecka.
-Co to do cholery jest!? - Powiedział zirytowany
 - Namiot. - nie odpowiedział
- Chyba nie myślałeś, że po tym jak odeszłeś, i sraliśmy się że nagadasz policji o naszej chatce tak o cie tam wpuścimy i się prześpisz? - zapytałam
 - tak - odpowiedział.
Zdenerwował mnie tym. Nie chciałam mu dawać satyswakcji z jego czynu i poszłam do środka chatki bez słowa. Położyłam sie z powrotem i zasnęłam.

 Następnego ranka obudził mnei Philip.
- Nie budź mnie do cholery - warknęłam
- Ellie, jest już 12, musimy iść. - powiedział
 - gdzie!? - zapytałam zburzona, jednocześnie siadając
- Do sklepu, żarcie i piwo się skończyły.
- Nie mam hajsu.
- My też nie. Musimy znowu ich okraść ale to wieczorem, Jeck przyniósł jakieś prowizoryczny prowiant więc się najemy na śniadanie - odpowiedział głądko i wyszedł.
 Sięgnęłam do mojej torby i wyjęłam ręcznik, mydło i czyse obranie.
Wychodząc z chatki zobaczyłam Effy.
- Idziesz? - zapytałam
- Gdzie? - odpowiedziała pytaniem.
- Jest takie miejsce gdzie rozwarstwia się rzeka, można tam sie umyć. - odpowiedziałam
- No, okej tylko wyciagnę rzeczy - szybko wyciągnęła ten sam zestaw co ja.
Kiedy doszłyśmy do rzek powiedziałam
- przepraszam cię za wczoraj, wstyd mi trochę, ale 3 raz na dragsach byłam, nie chciałam, wcale tak nie myślę.
- nic nie szkodzi- odpowiedziała.
Po kompieli z mokrymi włosami potreptałyśmy do naszej chatki.
Usiadłam na pieńku przy ogniusku, i wtedy zobaczyłam Jecka. Wydawał się być bardziej przystojny niż wcześniej, w nocy albo przy naszym ostatnim spotkaniu.
- hej - zaczoł
- hej - powiedziałam z mniejszym entuzjaznem, tak żeby nie zobaczył jak bardzo byłam oszolomiona jego stanem.
Wkrótce po tym, kiedy robili śniadanie sięgnęłam do mojej torby po moje papierody Mallboro, i zapaliłam jednego.
- Boli cię głowa po wczoraj? - zapytał Sheo
- Nie, w porządku. - odpowiedziałam
- Zrobić ci coś do jedzenia? - zapytał Philip
- Tak, jestem głodna - odparłam
- To bardzo dobrze. - powiedział Philip i nabił kiełbasę na patyk.
Zjadłam kiełbasę i chleb posmarowany masłem ze smakiem.
Tuż po tym wyjęłam koljenego papierosa i zapaliłam. Gadaliśmy w tym samym czasie na różne tematy. W między czasie dużo wypaliłam, chyba z pięć papierosów, ostatnio strasznie byłam od nich zależna, ponieważ byłam bardzo nerwowa.
 - Mogę kawę, jestem padnięta - zapytałam
 - Tak - Effy podała mi swoją.
 - Twoją? - zapytałam
 - nie mam ochoty - odpowiedziała tak szczerze, że prawie jej uwierzyłam.
 Kiedy zbliżała się 16 podałam propozycje spaceru, na co wszyscy się zgodzili, widocznie wszystkim sie nudziło tak samo jak mnie. Wyruszyliśmy w głąb lasu.
Gadaliśmy przez cały czas jakby nas coś napadło.
Nnaszła nas tymczasowa cisza, i niestety przerwał ją Jeck.
 - Ellie, dalej dajesz uważasz że bycie chudym aż do kości jest takie piękne? wyglądasz jak chodząca śmierć zrób coś z tym radze ci bo nikt cię tu nie potrzebuje - zapytał tak jaby to był śmieszny żart.
Wszyscy spojrzeli na niego oburzeni, a ja już nie miałam siły ukrywać mojego zdenerwowania. Wszyscy tak samo, wszyscy zaczeli się na niego drzeć, ale nie chciałam tego wszystkiego słuchać. Rzuciłam się na jego z pięściami. Upadł na ziemię. Tak mocno uderzyłam go pięścią że wypadł mu jeden ząb. Potem celowałam w oczy, kiedy miał już jednego wielkiego sińca podbiłam go bardziej. Jęczał z bólu. Reszta próbowała mnie okiełznać, kiedy wreszcie Philip podniósł mnie z ziemi kopnęłam Jecka jeszcze w jaja.
Leżał na ziemi i się turlał z bólu. Nawet nei zauważyłam kiedy Philip wziął mnie na ręce niczym pannę młodą, towarzyszyła mu obok Effy. Z odległości 10 metrów słyszałam jak Sheo krzyczy na Jecka "zawriowałeś!? Nie wiesz ile jej życie jest dla nas ważne, tym jej nie pomagasz, pogorszasz to! my chcemy żeby ona z nami została, jest dla nas ważna nie to co ty, spieprzaj nie jesteś nam potrzebny! Koło rzeki znajdziesz swoje gówniane żarcie i nie waż się tu już wiecej przychodzić!" krzyczał coś tam jeszcze ale za bardzo nie chciało mi się tego słuchać. Kiedy wreszcie dortarliśmy do rzeki...


Brak komentarzy: